niedziela, 13 stycznia 2013

tylko wiatr i skakanie

Można skakać z jednego kamienia na drugi. Ale trzeba skakać bardzo szybko, dotykając każdego kamienia tylko przez sekundę. Nigdy nie stąpać po piasku czy wodorostach, tylko po kamieniach, coraz szybciej, coraz szybciej. W końcu stajesz się wiatrem, wiatrem samym w sobie, gwiżdże ci w uszach i wszystko inne jest wykreślone, nie istnieje, został tylko wiatr i skakanie, i skakanie, i skakanie. 
/T. Jansson, Córka rzeźbiarza/

środa, 9 stycznia 2013

cięcie bez repetycji

Najbardziej zastanawiające jest, jak zawsze, wyciąganie wniosków. To trochę, jak grzebanie w szufladzie ze skarpetkami i szukanie tych właściwych - do pary, jak przyglądanie się im, czy aby na pewno właśnie te są czarne, czy może jedna z nich, przy aktualnym świetle, daje tylko takie wrażenie. Czasem ktoś nagle przytrzaśnie ci łapy, by dać do zrozumienia, że grzebiesz nie w tej szufladzie, nie tam, gdzie trzeba. Że: przestań. 
Są rzeczy, których nie musisz robić, ale wciąż wydaje ci się, że trzeba, więc nie możesz przestać. 
Nie tylko nie trzeba - NIE WOLNO. 
Dosyć - to jest to słowo, które warto nauczyć się wypowiadać z niezachwianą stanowczością. 
I jakże często do samego siebie...

wtorek, 8 stycznia 2013

z jednego notesu

Tam jest się bezpiecznym. W muzeum, albo w czyichś objęciach, albo na drzewie. Może też pod kołdrą. Ale najlepiej jest chyba siedzieć na wysokim drzewie, o ile nie jest się jeszcze w brzuchu swojej mamy. 
/Tove Jansson, Córka rzeźbiarza - Ciemność/

Można wyłączyć pewne sprawy, jeżeli są naprawdę ważne. To się bardzo dobrze udaje. Trzeba się skulić, zamknąć oczy i cały czas powtarzać jakieś wielkie słowo, aż się poczuje, że jest bezpiecznie.
/Tove Jansson, Córka rzeźbiarza - Ciemność/

Jeśli pragniemy zachowywać się rozumnie, nie raz kiedyś, lecz stale, musimy modlić się o dar wiary, o moc trwania w wierze - nie wbrew rozumowi, lecz wbrew pożądaniu, przerażeniu, zazdrości, nudzie i obojętności - trwania w wierze, którą rozum, autorytet lub doświadczenie (albo wszystkie trzy razem) ukazały nam jako prawdę. Odpowiedź na tę modlitwę, gdy nadejdzie, być może nas zaskoczy. W końcu przecież nie jestem pewny, czy jednym z powodów naszej słabej wiary nie jest ukryte pragnienie, by nasza wiara nie była zbyt silna. Czy w naszych umysłach nie ma pewnej postawy rezerwy? Jakiegoś lęku przed tym, co by się stało, gdyby nasza religia stała się całkiem prawdziwa? 
/C.S. Lewis, Rozważania o chrześcijaństwie/

Co to za wiara, co przez drzwi nie przechodzi?
/Stefan Ch./

Czego trzeba strzelcowi do zastrzelenia cietrzewia drzemiącego w dżdżysty dzień na drzewie?
/emisja głosu, 10 XII 2010/

 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

sza

Największa cisza jest wtedy, gdy przejedzie już ostatni samochód, gdy ostatni tramwaj przetoczy się przez ulicę i zniknie za zakrętem. Kiedy w powietrzu zawisa milion właśnie skończonych dni, jeszcze ciepłych, jeszcze stygnących, kilka milionów marzeń, sporo dobrych snów i wszystkie ludzkie niepokoje. Kiedy po mieście włóczą się już tylko koty, szczury i broniący się przed jutrem wczorajsi zabłąkańcy. Pojedyncze światła przesączają się z okien na ulice - ludzie pracujący, ludzie bezsenni, ludzie bojący się ciemności. Zmęczona cisza czekająca na eksplozję kolejnego dnia, na wybuch budzików, telefonów, silników, klaksonów, na obfitość kroków ludzi wcale nie wypoczętych.

Kiedyś zapełniało się dźwiękiem każdy skrawek magnetofonowej taśmy - sześćdziesięcio i dziewięćdziesięciominutowej. A teraz chciałoby się wrzucać do magnetofonu puste kasety - jedną po drugiej, taśmy z ciszą tak długą, jaka konieczna jest do życia. 
 

niedziela, 6 stycznia 2013

Jest.Biało.

Biało, jak w bajkach. Przystanek. Nie masz rozmienić dziesięciu złotych i może nie jest ci przykro, ale pani miła i chętnie by się jej poszło na rękę. Spotykasz T., a może T. spotyka ciebie, w każdym razie wsiadacie do jednego tramwaju. Jedziecie. Tramwaj na Cichy, Podchmielony Pan do końca, wy nie na Cichy, niepodchmieleni i nie do końca. Może czasem myślałaś, że spotykać ludzi to najstraszniejsza rzecz na świecie - znowu coś musisz, bo oni oczekują i oni też muszą, bo ty oczekujesz. Dziś myślisz, że gdyby nie ludzie, człowiek umarłby szybciej, niż przez głowę przemknęłaby mu myśl, że umiera. Swobodnie, bo nikt niczego by nie oczekiwał, ale tak okrutnie w pojedynkę. I oczekujesz, podczas gdy inni są bezradni. Okrutnie bezradni. A mimo wszystko dobrze, że są. 

Śmiejesz się we śnie. Budzisz i przedłużasz i sen i śmiech. Z całych sił. Potem nie wiesz, czy aby na pewno się wtedy ocknąłeś, czy wciąż było to śnienie - o tym, że śpisz i że się budzisz. Czasami nie chcesz się obudzić, czasami bardzo byś chciał. 

A śnieg pada. Mokry, przylepny, cichy i opanowany. Może pada z Nieba na ziemię właśnie wtedy, gdy z ziemi do Nieba nie może się już unieść żadna modlitwa. Żeby być bliżej, blisko, by przylgnąć. Byś znów sobie przypomniał, że nie ty jeden patrzysz, że żyjesz także w Spojrzeniu. W oczach Stwórcy, który nie musi paplać, by dać tobie dowód, że Jest.

sobota, 5 stycznia 2013

Oh, and if I had a brain

Tę pierwszą lubię z różnych względów.
Tę drugą też lubię, choć szkoda, że o tym, że baby, I'm leaving you.
Obydwie chyba ze względu na głos. Nośny. Głęboki. Ładny.

* * *

Nie zjada się ołowianych żołnierzyków. 

* * *
 
Lubię wiatr. Taki porywający, jak dziś. Byle porwał i byle dalej.

czwartek, 3 stycznia 2013

naturszczycy bez suflera

(...)
My możemy być w kłopocie,
Ale na rozpaczy dnie jeszcze nie
Długo nie

Więc nie martwmy się, bo w końcu nie nam jednym się nie klei
Ważne, by choć raz w miesiącu mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho takie prościuteńkie słowa:

Jeszcze w zielone gramy,
Jeszcze nie umieramy,
Jeszcze się spełnią nasze piękne sny, marzenia, plany,
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją 

(...)

Magda Umer, Jeszcze w zielone gramy

muzycznie: tutaj. by 1,2,3.