niedziela, 15 października 2017

jesień przez jesień

Jesień idzie przez jesień. Czasem pojedynczo, z zakupami i bagażem życiowym, czasem w parach - tych do grobowej deski, aż patrzysz i serce ci ściska, że można jeszcze być wiernym i trwać na zawsze - w tym świecie, tak pełnym przelotnych uniesień i niekończącego się znudzenia. Z małymi pieskami na wąskich smyczach, o kulach i laskach, w ciemnych okularach i zmarszczkach. Drepczą zgarbieni, zabawni, zmarszczeni, siadają na ławkach i wygrzewają się w słońcu, jak żółwie. Wysuszeni i kruchutcy, jak liście. I patrzą, i myślą, ile im jeszcze zostało poranków i dni słonecznych, spojrzeń przez okno i osób, które kochają. I mają w oczach coś więcej, niż tylko świat, na który patrzą. Czasem ból i cierpienie, czasem samotność, a czasem podziw dla życia i szczyptę mądrości i radość nieprzyzwoitą jak na ten wiek. 
Idzie jesień przez jesień i tak jej w tej jesieni do twarzy!


niedziela, 24 września 2017

gdy nie da się nie bać

Chciałoby się myśleć o rzeczach tylko ładnych, radosnych i dobrych. I cały strach wyciąć jakimś sprytnym skrótem na klawiaturze. Są chwile, gdy wyobraźnia przeszkadza i strzeliłbyś niejednego kielicha, gdyby tak mógł już więcej nie paraliżować cię lęk. A potem nie trzeźwiałbyś może, żeby nie zacząć bać się na nowo... Tylko czy to jeszcze jest życie? Dlaczego nie mogło być inaczej i ciężar czemu za duży? Podobno nie otrzymujemy więcej, niż możemy znieść, a jednak jakby pomylono proporcje... Niełatwo jest cierpieć. I niełatwo się do tego cierpienia przygotować. Niełatwo się pogodzić. Niełatwo znaleźć dobre rozwiązanie. I czasem chciałoby się spakować te wszystkie okoliczności do pudła, podrzucić pod obce drzwi, zadzwonić i zwiać, zostawiając co nieprzyjemne na nieswoim progu.

Boże, cokolwiek myślisz, to jednak za wiele. Bo leżę na samo wyobrażenie krzyża, więc co będzie dalej?

sobota, 9 września 2017

ludzie ukryci

Wieczorami rzędy okien kamienic i domów, jak slajdy, jak film (klatek 36) i na każdej inna historia, a na kilku kontynuacje. Fioletowe ściany z malunkami w dziecięcym pokoju, zasłony w kwiaty, regały z książkami, butelki powinne na parapetach i żarówka żółta w półmroku. Spoglądasz z ciemności pod światło, jak na kliszę - tyle ludzkich historii, ile okien. Tyle życia, ile jednostek ukrytych w ciasnych i większych mieszkaniach, tyle zmartwień, ile głów układa się do snu na poduszkach i ile zasnąć nie może. Każdy to inna historia. Czasem trzeba przejść o zmroku przez miasto, by móc zobaczyć w człowieku człowieka.


poniedziałek, 1 maja 2017

Łukasz z Kleofasem

Nie do wiary, jak bardzo Ewangelia może nabrać kształtów...

Kiedyś, dawno temu, jedną z radości każdych Świąt Bożego Narodzenia była szopka. Taka do ustawienia pod choinką, albo na meblach. Postacie wycięte z tektury, papieru, według wzoru. Gotowe szablony, jednak to ode mnie zależało, jak zostaną ustawione, kto będzie bardziej z przodu, kto w tyle, lub z boku. Ale mimo dobrej zabawy, bez dokonanej w wyobraźni wariacji na temat, cała scena była jednak martwa i płaska.

Trochę jak z niektórymi fragmentami Ewangelii, czytanymi po Zmartwychwstaniu, które dopiero od niedawna nabierają kształtów. Była już Maria Magdalena i jej spotkanie z Chrystusem - scena, o której myślę, że pomiędzy słowami zawierały się jeszcze nieuchwytne dziś dla nas spojrzenia i gesty. (Kiedy się kogoś kocha, naprawdę patrzy się nań inaczej i mam skłonność do tego, by być ciekawym właśnie tych spojrzeń. Tego patrzenia Jego na nią, i jej na Niego. I mogę się domyślać i podejrzewać, że częściowo może wiem... I mogę się też mylić.) Tomasz, którego nazwałabym nie tyle "niewiernym", co "niedowierzającym". Dziś wiemy, więc łatwo ulegać pokusie, że przecież powinien był uwierzyć na słowo... Osobiście zrobiłabym to samo, co on - żądałabym dowodu, jestem prawie pewna. Łukasz i Kleofas... Kurtyna!

Do niedawna chyba jedna z najbardziej płaskich perykop... Idą - no, dobra. Smutno im - no, okej. Pojawia się Jezus i mówi do nich coś o Pismach, a potem Łamanie Chleba - przepraszam, ale... Banał? I jaki z tego morał dla mnie? 
Dziś, kiedy słucham tego samego, odnoszę wrażenie (jak od kilku lat z Marią Magdaleną), że wiem, co czuli i wiem, jak się czuli. Przestali być obcy i płascy. 

I co dalej? Czekam na taki moment, kiedy słysząc Ewangelię poznam, co czuł Chrystus i jak się czuł. Kiedy przestanie być Obcy... 

* * *
"I wszedłem do miasta
Przez krew Chrystusa jak przez drzwi otwarte".
/Roman Brandstaetter, Spotkanie w Emaus (fragment)

piątek, 28 kwietnia 2017

Emaus

A myśmy się spodziewali, 
że będziesz Bogiem na miarę naszych ciasnych wyobrażeń.
Idziemy do Emaus, niosąc niespełnienie i gorycz, bo nic tak nie boli, jak zawiedzione nadzieje.
I wcale nie wiemy o tym, że nas spotkasz. 
Nie domyślamy się, że żyjesz. 
Nie przypuszczamy, że idziesz obok. 
Nie rozumiemy Pisma i nie możemy być pewni, że zatrzymamy Cię, gdy będzie się miało ku wieczorowi. 
I co, jeżeli nie rozpoznamy Ciebie przy Łamaniu Chleba? 
Nasze serca i oczy są na uwięzi, a w głowach dzwoni głos Marii Magdaleny, która twierdzi, że żyjesz. Ale czy można wierzyć tej, którą jeszcze niedawno dręczyło siedem złych duchów?
Taka jest nasza wiara... 
Idziemy do Emaus.


wtorek, 7 marca 2017

od Ciszy do Słowa

Nie złapiesz Ciszy. Nie pochwycisz. Nie zmusisz do mówienia. Cisza jest życiem wszystkich głosów, śpiewów, szumów i trzeszczeń. Im więcej ich, tym mniej Ciszy. W Niej i tylko w Niej (nie poza) śpiewają ptaki, gwiżdże wiatr, szepczą wątpliwości i rozbrzmiewają fałsze. A kiedy milkną dźwięki, Ona trwa nadal. Tutaj rodzi się i umiera płacz, lament, śmiech, okrzyk złości. W Niej zawierają się czas i przestrzeń, oddech niemowlęcia i westchnienie umierającego.  Przyzwyczajeni do ćwierćnut i ósemek, do polifonii i taktów wypełnionych po brzegi, czujemy się tak bardzo niezręcznie, gdy pauza trwa za długo, jakby była tylko chwilowym oddechem, miejscem niecierpliwego przeczekania i nerwowych spojrzeń. Na początku było Słowo. Ale... I Ono musiało wyłonić się z Ciszy, nie z odwiecznego jazgotu.


środa, 1 marca 2017

(...)
We mnie jest tropikalna burza,
We mnie jest wielka przepaść,
We mnie są wytrzebione królestwa.
Lecz Ty, który jesteś w mojej krwi
I znasz jej pychę i głód,
Nie wódź już dłużej na pokuszenie
Mojej krwi, pychy i głodu,
Lecz przebacz pustkę i brzydotę nędzarzowi
(...)
Bo ja pragnę, Boże, na przekór
Wszystkim zwątpieniom i pokusom,
W godzinę mojej śmierci,
Gdy już nikogo nie będzie 
Między mną a Tobą,
Spocząć
W Twoim spojrzeniu
(...)
/Roman Brandstaetter, "Kuszenie na pustyni", fragmenty.