Wieczorami rzędy okien kamienic i domów, jak slajdy, jak film (klatek 36) i na każdej inna historia, a na kilku kontynuacje. Fioletowe ściany z malunkami w dziecięcym pokoju, zasłony w kwiaty, regały z książkami, butelki powinne na parapetach i żarówka żółta w półmroku. Spoglądasz z ciemności pod światło, jak na kliszę - tyle ludzkich historii, ile okien. Tyle życia, ile jednostek ukrytych w ciasnych i większych mieszkaniach, tyle zmartwień, ile głów układa się do snu na poduszkach i ile zasnąć nie może. Każdy to inna historia. Czasem trzeba przejść o zmroku przez miasto, by móc zobaczyć w człowieku człowieka.
"ciągłe opisywanie świata na nowo jest rzeczą pożądaną, ponieważ wskazuje na możliwość poprawy kondycji ludzkiej"
sobota, 9 września 2017
poniedziałek, 1 maja 2017
Łukasz z Kleofasem
Nie do wiary, jak bardzo Ewangelia może nabrać kształtów...
Kiedyś, dawno temu, jedną z radości każdych Świąt Bożego Narodzenia była szopka. Taka do ustawienia pod choinką, albo na meblach. Postacie wycięte z tektury, papieru, według wzoru. Gotowe szablony, jednak to ode mnie zależało, jak zostaną ustawione, kto będzie bardziej z przodu, kto w tyle, lub z boku. Ale mimo dobrej zabawy, bez dokonanej w wyobraźni wariacji na temat, cała scena była jednak martwa i płaska.
Trochę jak z niektórymi fragmentami Ewangelii, czytanymi po Zmartwychwstaniu, które dopiero od niedawna nabierają kształtów. Była już Maria Magdalena i jej spotkanie z Chrystusem - scena, o której myślę, że pomiędzy słowami zawierały się jeszcze nieuchwytne dziś dla nas spojrzenia i gesty. (Kiedy się kogoś kocha, naprawdę patrzy się nań inaczej i mam skłonność do tego, by być ciekawym właśnie tych spojrzeń. Tego patrzenia Jego na nią, i jej na Niego. I mogę się domyślać i podejrzewać, że częściowo może wiem... I mogę się też mylić.) Tomasz, którego nazwałabym nie tyle "niewiernym", co "niedowierzającym". Dziś wiemy, więc łatwo ulegać pokusie, że przecież powinien był uwierzyć na słowo... Osobiście zrobiłabym to samo, co on - żądałabym dowodu, jestem prawie pewna. Łukasz i Kleofas... Kurtyna!
Do niedawna chyba jedna z najbardziej płaskich perykop... Idą - no, dobra. Smutno im - no, okej. Pojawia się Jezus i mówi do nich coś o Pismach, a potem Łamanie Chleba - przepraszam, ale... Banał? I jaki z tego morał dla mnie?
Dziś, kiedy słucham tego samego, odnoszę wrażenie (jak od kilku lat z Marią Magdaleną), że wiem, co czuli i wiem, jak się czuli. Przestali być obcy i płascy.
I co dalej? Czekam na taki moment, kiedy słysząc Ewangelię poznam, co czuł Chrystus i jak się czuł. Kiedy przestanie być Obcy...
* * *
"I wszedłem do miasta
Przez krew Chrystusa jak przez drzwi otwarte".
/Roman Brandstaetter, Spotkanie w Emaus (fragment)
piątek, 28 kwietnia 2017
Emaus
A myśmy się spodziewali,
że będziesz Bogiem na miarę naszych ciasnych wyobrażeń.
Idziemy do Emaus, niosąc niespełnienie i gorycz, bo nic tak nie boli, jak zawiedzione nadzieje.
I wcale nie wiemy o tym, że nas spotkasz.
Nie domyślamy się, że żyjesz.
Nie przypuszczamy, że idziesz obok.
Nie rozumiemy Pisma i nie możemy być pewni, że zatrzymamy Cię, gdy będzie się miało ku wieczorowi.
I co, jeżeli nie rozpoznamy Ciebie przy Łamaniu Chleba?
Nasze serca i oczy są na uwięzi, a w głowach dzwoni głos Marii Magdaleny, która twierdzi, że żyjesz. Ale czy można wierzyć tej, którą jeszcze niedawno dręczyło siedem złych duchów?
Taka jest nasza wiara...
Idziemy do Emaus.
że będziesz Bogiem na miarę naszych ciasnych wyobrażeń.
Idziemy do Emaus, niosąc niespełnienie i gorycz, bo nic tak nie boli, jak zawiedzione nadzieje.
I wcale nie wiemy o tym, że nas spotkasz.
Nie domyślamy się, że żyjesz.
Nie przypuszczamy, że idziesz obok.
Nie rozumiemy Pisma i nie możemy być pewni, że zatrzymamy Cię, gdy będzie się miało ku wieczorowi.
I co, jeżeli nie rozpoznamy Ciebie przy Łamaniu Chleba?
Nasze serca i oczy są na uwięzi, a w głowach dzwoni głos Marii Magdaleny, która twierdzi, że żyjesz. Ale czy można wierzyć tej, którą jeszcze niedawno dręczyło siedem złych duchów?
Taka jest nasza wiara...
Idziemy do Emaus.
wtorek, 7 marca 2017
od Ciszy do Słowa
Nie złapiesz Ciszy. Nie pochwycisz. Nie zmusisz do mówienia. Cisza jest życiem wszystkich głosów, śpiewów, szumów i trzeszczeń. Im więcej ich, tym mniej Ciszy. W Niej i tylko w Niej (nie poza) śpiewają ptaki, gwiżdże wiatr, szepczą wątpliwości i rozbrzmiewają fałsze. A kiedy milkną dźwięki, Ona trwa nadal. Tutaj rodzi się i umiera płacz, lament, śmiech, okrzyk złości. W Niej zawierają się czas i przestrzeń, oddech niemowlęcia i westchnienie umierającego. Przyzwyczajeni do ćwierćnut i ósemek, do polifonii i taktów wypełnionych po brzegi, czujemy się tak bardzo niezręcznie, gdy pauza trwa za długo, jakby była tylko chwilowym oddechem, miejscem niecierpliwego przeczekania i nerwowych spojrzeń. Na początku było Słowo. Ale... I Ono musiało wyłonić się z Ciszy, nie z odwiecznego jazgotu.
środa, 1 marca 2017
(...)
We mnie jest tropikalna burza,
We mnie jest wielka przepaść,
We mnie są wytrzebione królestwa.
Lecz Ty, który jesteś w mojej krwi
I znasz jej pychę i głód,
Nie wódź już dłużej na pokuszenie
Mojej krwi, pychy i głodu,
Lecz przebacz pustkę i brzydotę nędzarzowi
(...)
Bo ja pragnę, Boże, na przekór
Wszystkim zwątpieniom i pokusom,
W godzinę mojej śmierci,
Gdy już nikogo nie będzie
Między mną a Tobą,
Spocząć
W Twoim spojrzeniu
(...)
/Roman Brandstaetter, "Kuszenie na pustyni", fragmenty.
We mnie jest tropikalna burza,
We mnie jest wielka przepaść,
We mnie są wytrzebione królestwa.
Lecz Ty, który jesteś w mojej krwi
I znasz jej pychę i głód,
Nie wódź już dłużej na pokuszenie
Mojej krwi, pychy i głodu,
Lecz przebacz pustkę i brzydotę nędzarzowi
(...)
Bo ja pragnę, Boże, na przekór
Wszystkim zwątpieniom i pokusom,
W godzinę mojej śmierci,
Gdy już nikogo nie będzie
Między mną a Tobą,
Spocząć
W Twoim spojrzeniu
(...)
/Roman Brandstaetter, "Kuszenie na pustyni", fragmenty.
wtorek, 28 lutego 2017
mały post o Wielkim Poście
"Jezus zapragnął samotności. (...) Chciał, jak każdy człowiek rozpoczynający dzieło swojego życia, przemyśleć je do końca, a uważał, że powstrzymanie się przez dłuższy okres czasu od jadła i napoju jest nie tylko ofiarą złożoną Panu - post pojmował jako karmienie sobą Boga i równocześnie jako wyzwanie rzucone Złu - ale wzmaga również czujność ducha, wzmacnia wolę i myśl, więc tworzy dogodne warunki do stoczenia walki z nacierającym wrogiem". / Roman Brandstaetter, "Jezus z Nazarethu", fragment rozdziału "Kuszenie na pustyni".
poniedziałek, 27 lutego 2017
Po co?
Powietrze zyskało na przejrzystości i miasto przypomina rześkiego człowieka, który wstał z łóżka, przeciągnął się i umył twarz. I milej się żyje, o wiele milej, niż w atmosferze dusznej meliny, zadymionej od dywanu, przez zasłony, aż po sufit. Wiosna jeszcze przyczaja się za rogiem, jak małe dziecko, które zaraz zza niego wyskoczy z rozmachem i radością, ale wiemy, że już tam jest. I pomimo tej wiedzy, jak na porządnych dorosłych przystało, będziemy udawać zaskoczenie, a potem rozłożymy ramiona, by w nie wpadła. Upragniona i rozpędzona, jak zawsze. Coraz przyjemniej pokonuje się odległości piechotą i wyławia przy tej okazji ptasie szczebioty, odważniejsze z dnia na dzień. Zieleń jest jeszcze szara i brudna, ale ziemia rozgrzewa się powoli, by wydać na świat kolejną partię kwiatów, łodyg, źdźbeł i ździebełek. I tak człowiek mija turystów, i księdza, znajomych i pustą wnękę po wróżce, której już nie ma, żebraków, kalekich, rodziców i dzieci. Pomiędzy telefonami i rozmowami o niczym i tym, co ważniejsze, huśtają się zawieszone jak nitki pajęczyny, kruche pytania o sens. O to odwieczne po co ? Że żyję - już, teraz i jeszcze. I jak to tak? Dlaczego? Gdzie cel, gdzie przyczyna? I jak uczynić z życia fontannę, a nie pisuar... Powietrze brzmi inaczej, wietrzniej i pełniej i sprawia wrażenie orzeźwiającego bezmiaru, w którym wszystkie twoje pytania brzęczą, jak drewienka i dzwonki powywieszane na gankach domów. I słyszy się własne kroki - niezbite dowody, że jeszcze tu jestem, czyli Boskiego miłosierdzia prawdopodobnie.
Za rogiem, oprócz wiosny, coś jeszcze - czterdzieści dni, które zawsze szybko mijają, a my, jak na dorosłych przystało, nie mamy na nie czasu i zamierzamy kiedyś jeszcze zdążyć. I udajemy zaskoczenie, że znowu Święta. A może trzeba wyskoczyć zza rogu, jak małe dziecko - z rozmachem i radością i wpaść w ramiona Tego, który WIE, że tam jesteśmy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


