wtorek, 8 lutego 2011

prze


Prze-d-południowy prze-lot prze-z słowotwórstwo, bo za pasem prze-egzamin i nie prze-spana noc. Nie czas na prze-kręty, ani prze-rwy, ani wy-prze-daże. Czas się prze-uczyć i prze-brnąć prze-z ten prze-ciekawy prze-dmiot. Nie prze-ginać. Nie prze-sadzać. Spie-prze-nia rzeczy unikać. Za prze-stać marudzeń. Prze-trwać. Prze-pchnąć niedogodności na dalszy plan. Zagospodarowywać swoją prze-strzeń prze-myślnie. Prze-mieścić się do Prze-myśla pociągiem Prze-myślani ? Tak, czy owak, prze-transportować chętnie. Choć tutaj prze-cież nie prze-rażająco. Ale niechaj już za-prze-dwiośnieje.

poniedziałek, 7 lutego 2011

fiszki


Zegarek tyka w szafce. Ja myślę - ten świat jest wariacki ! Ale gdzie tam o świecie... Spać, bo czekają strukturaliści. I jeszcze - że człowiek bez biurka jest jakiś ułomny. Bo z biurkiem to całkiem inaczej - jest gdzie pióro położyć i rękami się podeprzeć. A ostatecznie to i do sesji uczyć.

* * *

Od czwartku, z przerwą na niedzielę, pytają mnie ludzie, czy wybieram się na dwunastkę. A ja się nie wybieram. Czy znak jakiś, te ciągłe pod adresem mym zapytania ?

* * *

I pięćset nadgryzionych spraw. Zostawionych. Rozrzuconych, jak ogryzki zbyt kwaśne. I trzeba się spod nich wygrzebać. Odkwasić.

* * *

Bonus - melior - optimus.
Malus - pejor - pessimus.

Próbuję nie zwariować.

niedziela, 6 lutego 2011

niemoje



(...)
Przecież już dosyć mamy
Huku i jazgotu
Ale gdy cicho to źle
I głupio nam
(...)

Jonasz Kofta. Lubię.

Song o ciszy, fragment.

sobota, 5 lutego 2011

z wiatrem i pod wiatr


Pomiędzy kamienicami wiszą latarnie. Pojedynczo, więc trochę głupio, jak zapomniane pranie. Normalnie ich nie zauważasz, ale kiedy kołyszą się w prawo i w lewo, przeganiając pożółkłe światło z jednej ściany na drugą, dostrzegasz ich obecność. Stojąca latarnia uliczna nigdy nie zrobi czegoś podobnego, bo jest stateczna, nudna, sztywna i nieugięta. Nie poddaje się wiatrowi, ale unosi dumą i niby to dostojnością, sporo przy tym tracąc...

Nie warto. Nie warto udawać poważniejszego i dostojniejszego, niż się jest. Bo nikt cię nie pohuśta.

Lepiej biegać z wiatrem, przeganiać światło i uliczny piach, od jednej klatki schodowej do kolejnej... Po lampce wina biega się szybciej, ale tylko na krótkich dystansach. Na autobus na przykład.

Lubię wiatr, bo prowadzi hulaszczy tryb życia. Niezależny, niedościgniony, nieokiełznany. To tu, to tam - gdzie Tajemniczy Bóg objawia Swą chęć - ... Poza tym - tak dobrze leży się w łóżku i tak dobrze zeń wstaje, gdy na zewnątrz wszystko gwiżdże, a ty wiesz, że jedyne, co musisz dziś zrobić, to dojść do biurka. Choć i za próg czasem warto, bo gdy wietrznie, to i może wywieje ci z głowy te wszystkie myśli, rozpaprane niczym kiszka na patelni. Fu...
A tu pachnie powietrzem! I ulice ciemno-żółte, syczące, dzwoniące szkłem, drutem, trzaskające drzwiami. Eksplozja aktywności ! Ruch, rozkosznie nieposkromiony.

I tylko ugnij się wreszcie, daj się bujnąć, jak żarówka nad ulicą. Bo pod sztywne latarnie w najlepszym wypadku sikają wszelakiej maści psy...

piątek, 4 lutego 2011

fiksacje i marginalia


Fikszę, fiksuję, odcinam się, u-a-społeczniam (choć do UA mi dziś daleko, może to i szkoda).

Fonem = zespół występujących równocześnie fonologicznych cech dystynktywnych.
/p. Lachur/.

Człowiek = zespół występujących równocześnie skrajnie różnych, przeciwstawnych sobie cech. /ja/.

Co łączy fonem z człowiekiem? Biegunowość. Biegunowatość. Zwał jak zwał.

Transkrypcja.

Transliteracja.

Fiksacja.

Tak, jak sylaba - człowiek ma swoje marginalia. . .

czwartek, 3 lutego 2011

popieprzonowatość


a a a

Sesja. Niby jest, a jakby jej nie było. Może znów czas na małe obelgi, zachęcające do nauki ? ...

Wiosna. Na razie jeszcze w powietrzu, nie wylądowała, o czym świadczy wszechobecne zimno. (Wszechobecny to jedno z moich ulubionych słów, jednak wtedy, gdy piszemy je wielką literą i traktujemy jako rzeczownik. Nie byle jaki rzeczownik z resztą).

Jak ktoś jest pierdoła, to płaci w bibliotece kary. Życie, życie, tralalala... A schody brudne stoją do dziś. I piachu-prochu tyle, że nawet zaczynam rozumieć, czemu wczoraj myślałam, że jest Popielcowa.

Kółeczka zębate. Bo takie jest moje myślenie - jedno z drugiego, drugie z trzeciego i tak naprawdę jedenaste też z trzeciego. Odechce mi się, kiedy zajmę się allomorfami i całym tym (Państwo wybaczą) cholerstwem.

Bezczelność. Jest, jest, jest. Państwo wybaczą.

I tłuką ci w łeb: zmień sposób myślenia, no zmień. No, zmieniam, a czy Państwo myślą, że to takie hop i siup? Wielbłąd przez igłę przelezie z większą gracją, aniżeli ja mój proces myśleniowy zreformuję. W Polsce reformy nie idą gładko, a jam Polak (jeno żeński) pełną gębą. Idzie za tym tak polskie dobro, jak i cała masa polskiego badziewia. Polaczki, Polaczkowie, naród mój kochany, co ma w głowie świat obs....

Ech.

Tak, dobrze jest oddychać, kiedy wiosna się już huśta tu i ówdzie.

Robić użytek z rozumu. Użytek. By nie był on tylko meblem, przesuwanym z kąta w kąt.

a a a a

a nie. Na końcu winno być z. Zatem z.

z z z z z

Tak spało tamagoczi. z z z z z

wtorek, 1 lutego 2011

oczywistości


Największe i najjaśniejsze zarazem okna to te, które są wszystkich, a więc niczyje. Te, które bezwstydnie obnażają cały brud nie tylko ukryty w kątach, ale i hasający z bezczelnością po całej klatce schodowej.

Tak, tak - mróz w dalszym ciągu. Marznę, marzniesz, marznie, marzniemy, marzniecie, marzną. I pan/pani też marznie. Tak, tak - nikogo to nie obchodzi. Tak, tak - przyjdzie wiosna i ktoś wysprząta klatkę, a okna dalej będą niczyje, czyli wszystkich. Komuna.

Tak, tak - pewne rzeczy, wypowiedziane na głos, tracą na znaczeniu.