poniedziałek, 15 kwietnia 2013

"Tak mě tu máš"

Urzekło mnie TO. Może takie bardziej jesienne, niż wiosenne, ale urzekło.
Na słoneczne popołudnie, do kawy i refleksji - w sam raz. 
Dobrego Wszystkim.

niedziela, 14 kwietnia 2013

od i nie od siebie

Od siebie mogę powiedzieć, że po raz pierwszy w tym roku wieczorne niebo było tak cudownie fioletowo-różowe (wczoraj), że zielona herbata znów smakuje, że zatkane ucho blokuje możliwość słuchania muzyki w wersji stereo, że, bez względu na skutki u-boczne, czekolada jest skutecznym środkiem na doraźną poprawę nastroju, że na Tomasza istnieje fajny i nieoblegany lokal, że ptaki śpiewają rano i wieczorem i to jest dobre oraz że przeprosiłam się z Hansem Castorpem.

Nie od siebie - z cytatów odnotowanych niegdyś, a odnalezionych niedawno:

Obok Nekrologu w tym samym zeszycie "Biblioteki Muzycznej" zamieszczono okazały "wiersz do śpiewania" bliżej nie znanego dr Georga Wenzky (Więcka?); pojęcie o wierszu daje strofa następująca:

Ten wielki Bach, co zdobił nasze miasto, 
którego sławy Europa była łupem,
równy jakiemu nikt drugi nie wyrasta,
jest - ach! niestety! - trupem!

/z książki Jarosława Iwaszkiewicza "Jan Sebastian Bach", którą szczerze lubię/


czwartek, 11 kwietnia 2013

eureka... ?

Drogi Panie Boże, 
bo ja już wiem, jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy nami - 
- Ty Jesteś Nieogarniony, 
ja jestem nieogarnięty... 

wtorek, 9 kwietnia 2013

"zabierz pieska na spacerek"

Jesień i wiosna to dwa czasy na przestrzeni roku, szczególnie prowokujące spacery. Ot, na przykład podmiot zamierza udać się do apteki po coś na kiełkujące przeziębienie i jakiś drobiazg na niepokój w uchu. Natomiast wczorajszy spacer, z marketu dotąd, podrzucił mi bardzo wdzięczny obrazek. Również spacerowy. Z jednej strony ulicy mała grupka przedszkolaków (takie nawet nie zerówkowe maleństwa), odziane w odblaskowe kamizelki, zapewne w ramach akcji "bądź bezpieczny na drodze", tudzież "nie zgub się pani przedszkolance". Nawiasem, ja od tego mam kolorowe buty - od tego pierwszego, bo przedszkolanki już dawno za mną nie łażą. A zatem z jednej strony - mali ludzie. Z drugiej natomiast - ludzie nie tylko więksi, ale i starsi, a szczególnie starsza pani, w towarzystwie niewielkiego psa, prowadzonego przezeń na smyczy. I oto zdarzenie następujące: idę wzdłuż ulicy i patrzę sobie na żywe przykłady chodzącej radości i beztroski, którymi są przedszkolaki. Zapala się zielone światło dla pieszych i na jezdnię z jednej strony wkraczają dzieci, w towarzystwie pań opiekunek, z drugiej zaś nadchodzi pani, z kroczącym wiernie u jej boku małym psem. W pewnym momencie obydwa obiekty posiadające ten sam kierunek, ale przeciwny zwrot (obiekt A: przedszkole i obiekt B: pani ze zwierzem na smyczy) spotykają się na pasach bardzo blisko siebie. I wtedy to, jedno z małych dzieci bezpardonowo pokazuje palcem na przechodzącego właśnie obok psa wspomnianej kobiety (tak się stało, że pies ten był akurat jamnikiem). Bezpardonowo wytyka go palcem i woła dość głośno, tak, że okrzyk słyszy nie tylko właścicielka czworonoga, ale i na przykład ja, która przez tę ulicę w ogóle nie zamierzam przechodzić... Woła, co następuje: "PARÓWKA!" 

:)

Na szczęście trafiło na kobietę z poczuciem humoru, więc dziecko mogło pójść bez obaw w swoją stronę, a ja mogłam sobie spontanicznie wybuchnąć śmiechem.

czwartek, 4 kwietnia 2013

co mnie trzyma

Tak już jakoś jest - kiedy za wszelką cenę chcę się cieszyć, raczej się spinam, niż przeżywam radość. Dlatego też bardzo praktyczna jest umiejętność wypuszczania z rąk swoich wysiłków wszelakich. Nie w tym rzecz, by nie robić nic, nie kiwnąć palcem i czekać w bezruchu. Raczej by wysilać się z pewną lekkością, swobodą, dystansem i bez stresu pt. "muszę, bo inaczej sobie nie daruję". Nie wszystko, co wypuszcza się z rąk, musi się z hukiem roztrzaskać o podłoże. Scenariusze tego, jak kończy się lot w dół, są różne - zależy czy się spadnie, z jaką siłą i na co. Warto nie trzymać się kurczowo swoich wyobrażeń, swoich recept na, hm, w mniemaniu własnym, szczęście. Warto ufać, że nawet jeśli spadnie i nawet jeśli brzdęknie, to być może wreszcie będzie mi lżej i o przynajmniej jeden zbędny bagaż mniej. 

Człowiek żyje, nie do końca potrafiąc przeprowadzać tak mu do życia potrzebną selekcję, na skutek czego łapie w obie garści za ogon wszystko, co się rusza, co się nie rusza, co jest, co mu potrzebne i niepotrzebne. I przepełniony totalną zbędnością, zaczyna się męczyć, nie rozumiejąc dlaczego. I bywa, że kolejne wysiłki koncentrować się będą na rozluźnianiu dłoni, prostowaniu palców, by dać sobie odpocząć i by mieć dłonie wolne i gotowe przyjąć to wszystko, co naprawdę warte jest przyjęcia.


Czas się zatrzymał i zatopił w przyjemnym i pełnym nadziei błogosławieństwie. Jeszcze przez kilka dni radość będzie smakować tak samo. A później... Później pójdziemy dalej. Z rozluźnionymi już pięściami, z otwartymi dłońmi. Tylko pustkę można wypełnić.

środa, 3 kwietnia 2013

Wolność, Miłość, Wielki Czwartek

Wielki Czwartek, lub ewentualnie Wielka Środa. Jedna noga wślizguje się już za próg uroczystości. Póki co jadę jednak tam, do domu. Na razie bardziej zajrzeć, niż pobyć. Myśli wędrują wokół czasu, który właśnie jest, czasu białych koszul i czegoś znacznie ważniejszego. Czegoś tam, w środku. Jestem. Pomiędzy dobrem, a dobrem, w dobru, choć wciąż w niepewnościach i zmartwieniach, których podaż zawsze jest co najmniej wystarczająca. Patrzę za okno, myślę, ewentualnie przysypiam - takie moje tradycyjne rozrywki w komunikacji międzymiastowej. W tle radio. Jedna z tych stacji, których raczej nie słucham, chyba, że ktoś, nie pytając, raczy mnie uraczyć. Jak tu. Jakaś spokojna i przyjemna melodia przewija się w tle. Sympatycznie, choć nie skupiam się na tekście, raczej rejestruję lekkie dźwięki. Aż pojawia się refren. Początkowo niedostrzeżony płynie przed siebie i przede mnie i we mnie trochę też. Chwilę później jednak skupiam na moment uwagę, by złapać słowa. W moje uszy trafia: "No love without freedom, no love without freedom, no love without freedom, no freedom without love"... I małe światło, gdzieś pod czaszką, że to jest bardzo dobry komentarz do Wielkiego Czwartku, do Jezusa Chrystusa, do Boga. Podstawą miłości jest wolność - to raz. Podstawą i atrakcją zarazem. Z przymusu nie da się kochać. Wybór, decyzja, świadomy gest - to jest cenne, to najwięcej, co można dać i najwięcej, co można przyjąć. Dwa - trudno być wolnym bez Miłości. Właściwie od niedawna przekonuję się na własnej skórze, do gęsiej skórki i dreszczyków emocji, że tylko w Miłości człowiek jest wolny. Naprawdę wolny. Dużo by mówić.

A piosenkę śpiewa Dido, gdyby ktoś pytał. I nie wiem, o czym są zwrotki - całkowicie pochłonął mnie refren.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

ślady na śniegu

Święta, święta i... co dalej? Po liku dniach całkowicie innych od wszystkich pozostałych dni w roku trzeba się wyspać i wskoczyć znów w trybiki. Z jednej strony wskoczyć, z drugiej wyskoczyć. Zejść na ziemię i zmienić ziemię, po której się stąpa. 

Święta mnie odświeżyły. Odświeżyły, ale i nie spowodowały odjechania w kosmiczną nierealność. Uśpiona na chwilę szorstka i kanciasta rzeczywistość wciąż leży pode mną, jak ziarnko grochu pod księżniczką (choć bliżej mi chyba do wilka, który zeżarł Czerwonego Kapturka, niż do księżniczki), a czas, który został mi ostatnio dany, nie spełnił roli tysiąca poduszek pomiędzy. Bo Święta nie są po to, by coś ugładzać, ani też, by stwarzać iluzje. 

Pada śnieg, pada śnieg, a życie toczy się dalej. A nadzieja to chyba każdorazowe otwieranie i zamykanie oczu z ufnością i z ufnością spoglądanie w Te Oczy, w których nieustannie trwam, w których wciąż się odbijam, nawet jeśli tylko plecami. Obecność człowieka jest częścią Obecności Boga. Niesłychane i nie do ogarnięcia. Ot, wspomniana nadzieja. Że jestem, że Jesteś.