Wygrywa ten, którego karmię...
"ciągłe opisywanie świata na nowo jest rzeczą pożądaną, ponieważ wskazuje na możliwość poprawy kondycji ludzkiej"
wtorek, 17 lipca 2012
piątek, 13 lipca 2012
i nie trzeba wiele
Tyle samo niezrozumienia i zrozumienia, co i wcześniej, z tą różnicą, że spokojniej. Życie jest po to, żeby się nim zwyczajnie cieszyć i nie ma to nic wspólnego z hedonizmem. Nie. Po prostu Chcesz być policjantem - bądź policjantem, chcesz lepić znaczki na poczcie - lep. Byle, byś był szczęśliwy*.
I spójrz na wszystko przyjaźniej. Spójrz w lustro i mrugnij porozumiewawczo okiem do siebie samego - Cwaniaczku skubany! Tyle jest rzeczy tylko dla ciebie...
Korzystnie jest iść do przodu i rozglądać się na boki z umiarem. Jeszcze mniej patrzeć do tyłu. Czasem tak. Czasem trzeba. Bywa, że jest to nawet przyjemne. Ale nigdy nadmiernie długo. Ważne jest to, co teraz, co tutaj, co możesz, a nie, czego nie zrobiłeś, choć może warto było. I wiesz, nie da się mieć wszystkiego. Nie da się być tu i tam równocześnie. Nie da się spać i bawić w tym samym czasie. Nie da się zarabiać i odpoczywać w tej samej minucie. Wybieraj. Myśl nad tym, co wybierasz, ale myśl z umiarem. Wcale nie musisz kontrolować wszystkiego. I nie musisz wiedzieć, co będzie jutro, a już tym bardziej za dziesięć lat.
Miło jest coś sobie w głowie naszkicować. Mieć zamiar i do niego dążyć, przy równoczesnej świadomości, że po drodze może się zmienić wszystko. Przy otwartości na powolne przeobrażania, na rewolucje, na różne zbiegi-niezbiegi okoliczności.
Dopóki koncentrujesz się na totalnej kontroli wszystkiego i zawsze - będziesz zmęczony, spięty, a z czasem sfrustrowany, że nie udało Ci się ogarnąć wszystkiego tak, jak chciałeś. Życie jest jedno i chyba szkoda go na takie męczarnie. Kontrola miewa się cudownie w duecie z nieprzewidywalną spontanicznością. Uzupełniają się nawzajem.
A ogółem: Stay calm.
Możesz bardzo wiele, ale pamiętaj, że Ktoś może nieskończenie więcej.
Można nie wierzyć, można się śmiać, można się nie zastanawiać. Można nie pragnąć (czy naprawdę można?), można nie szukać. Można nie wiedzieć, że można szukać. Że w ogóle jest czego. (To smutne, ale mnożna). Można się stukać po głowie, można drwić, można mówić o innych, że są frajerami.
Można dużo mówić, dużo myśleć, bardzo się zmęczyć i z tego zmęczenia na chwilę się wreszcie zamknąć. Zamknąć, ale i zacząć powoli otwierać. Ostrożnie, po cichu, na palcach podreptać do drzwi, uchylić i zajrzeć do środka. I słuchać. I czekać. I może to są właśnie najlepsze momenty w życiu.
Trzeba sporo odwagi, by uchylać drzwi. Trzeba być szaleńcem, by przechodzić obok nich i nie spróbować nawet nacisnąć na klamkę. Często okazuje się, że nie trzeba wywarzać, nie trzeba siły. Wystarczy leciutko nacisnąć na klamkę...
* cytat pochodzi z filmu Wszyscy jesteśmy Chrystusami. A jeżeli nie z tegoż filmu, to na pewno z Dnia Świra. Obydwa widziałam już bardzo dawno i stąd wątpliwość.
sobota, 7 lipca 2012
duże i małe
Niekonstruktywna sobota nie zawsze jest błędem. Po prostu się wydarza raz na jakiś czas i chyba trzeba dać jej do tego prawo. I tak wszystko najlepiej robi się wieczorem, a właściwie nocą - rozmawia, myśli, odpoczywa, uspokaja, a czasem i sprząta.
* * *
Dzięki innym widzisz, jaki nie jesteś. I to jest fajne. Kiedyś strasznie wkurzało mnie, że ktoś może myśleć inaczej. A przecież to ja mam rację. Coraz częściej widzę, że nie chcę mieć racji - chcę myśleć samodzielnie i mieć pełne pokoju przekonanie, że tak jest dobrze. I że właściwie nie potrzebuję siać w innych swych poglądów. Choćby dlatego, że nie jestem mędrcem, który może kogoś pouczać. Że raczej sama ciągle szukam i że to szukanie wcale nie jest złe. Jest to swego rodzaju frajda. No, może nie zawsze, ale coś ekscytującego w tym jest. Szczególnie, gdy widzisz, że odkopałeś kolejny kawałek układanki.
Lubię (chyba od niedawana) otwierać się na innych. Jednocześnie wciąż się tego uczę i myślę, że takiej nauki nigdy za wiele. Czasem się wydaje, że każdy z grubsza jest taki sam - też mi filozofia zrozumieć człowieka. Tere-fere. Nieprawda. Każdy człowiek to człowiek - niewątpliwie, ale to równocześnie tak niepowtarzalny świat, sposób rozumowania, odczuwania i patrzenia na rzeczywistość, że nie łudź się, że pojmiesz drugą osobę w stu procentach. To ci się nigdy nie uda, choćbyś był jej maksymalnie bliski i oddany.
I to też jest ciekawe. Bo to tak, jakby po świecie poruszało się równocześnie kilka miliardów oddzielnych Kosmosów. I wcale nie przesadzam.
Wiem, że tak naprawdę nie wiem nic - to w sumie słuszne podejście. Czasem wydaje mi się, że to wszystko, czym człowiek żyje - wydarzenia, praca, sukcesy, podróże, pasje - jest szalenie ważne, ale równocześnie śmiesznie małe. Śmiesznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Że chcemy być super ważni (i w sumie jesteśmy), ale ta nasza ważność wciąż pachnie dziecięcymi marzeniami i przypomina chodzenie w za dużych butach na obcasach. Że wciąż jesteśmy jak dzieci, które cytując poważne frazy zasłyszane u dorosłych budzą zdumienie i życzliwy uśmiech.
Dlatego lubię nie być poważna. Oczywiście nie w znaczeniu uwielbiania infantylności, czy dążenia do naiwności. Lubię nie być poważna, bo nie da się żyć całkiem na serio. Sama bym nigdy na to nie wpadła, ale dzięki Bogu nauczyli mnie tego inni.
* * *
Życie jest absurdalne - podobno tym stwierdzeniem wywołałam ostatnio grymas na twarzy przechodzącej obok siostry zakonnej. (Podobno, gdyż to nie moja obserwacja). Oczywiście można się z tym nie zgodzić. Niemniej ja oddycham absurdem, którego nie rozumiem, więc się z niego śmieję. Jeżeli absurd kojarzy się tylko z czymś złym, to chyba nie mnie. Umiarkowana i pływająca na powierzchni dawka absurdu jest mi do życia potrzebna, jak powietrze (to już uzależnienie). Najważniejsze, by pamiętać, że głębiej jest inaczej, nawet jeśli w chwili obecnej tego nie widać.
* * *
Nic nie rozumiem, ale nie jestem pewna, czy zawsze rozumienie to podstawa.
środa, 4 lipca 2012
o swobodzie wydarzania się :)
Podmiot zaobserwował głęboką niezdolność opisywania świata na nowo. Taka impotencja twórcza...
Niemniej kilka faktów odnotować należy!
Otóż:
Jak dobrze, że czasem można się zachowywać idiotycznie i głupio i nawet trochę niekulturalnie i sadzić dowcipy lekko niestosowne. Nie błyszczeć kurtuazją, nie przebierać w słowach, śmiać się głośno i bez sensu nad talerzem pełnym pysznego obiadu, przygotowanego uprzednio wspólnie. Nie odcedzać ripost, zbijać się z siebie i z innych (ludzie są cholernie śmieszni - nic co ludzkie nie jest mi obce). Gadać głupoty, mądrze tylko od czasu do czasu - przy kawie. Nie krępować się mówić o rzeczach, o których na pewno nie mówiłoby się na Obiadach Czwartkowych (o ile ktokolwiek zdecydowałby się tam wpuścić). Pierniczyć konwenanse. Być na chwilę takim sobą, któremu też trzeba dać pięć minut na zaistnienie, na energiczne wydarzenie się.
Jak dobrze, że są tacy ludzie (takie Jednostki rzekłabym), przy których może Ci odwalać na całego i co z tego?
Swoboda wydarzania się bez krawatu i kołnierzyka. Bez bufonady i patosu. Bez udawania czegokolwiek. Jest smutno, to jest smutno. Jest strasznie śmiesznie, choć nie do końca wiadomo czemu, to cieszmy się tym!
Życie nie może być zbyt poważne. Często myślę, że człowiek, który do wszystkiego podchodzi ze śmiertelną powagą, nie potrafi czasem czegoś wyśmiać, lekko i z rozsądkiem, ale jednak wykpić - ma strasznie trudny żywot. Patrzysz na nieszczęśnika, a ten ma minę jak srający kot (tak bardzo się stara, by wszystko było dopracowane) i jest nieszczęśliwy, bo brak mu marginesu, na którym mógłby pośmiać się z siebie i nabrać dystansu. Wbrew temu, jak ta fraza brzmi - bardzo smutno jest mieć minę jak srający kot.
A na koniec cytat z serii "srebrne usta w moim życiu":
X. (do mnie, bez odpowiednio długiej refleksji poprzedzającej): Gdybym mu pisała wszystko, co Ty mówisz, pomyślałby, że jestem idiotką! ...
Poczułam się dowartościowana... ;)
środa, 27 czerwca 2012
najlepszy !
LITANIA CZERWCOWA
Rozciągnięte dni – lubię
Słońce w środku nocy – lubię
Koguty piejące o trzeciej (wspomnienie
małomiasteczkowe) – lubię
Zapach kwiatów – lubię
Zapach kadzidła – lubię
Zapach kwiatów i kadzidła (razem) –
lubię
Różowe goździki – lubię
Czerwcową niszę ekologiczną –
lubię
Czerwcowe moje środowisko naturalne –
lubię
Upalne wieczory wchłaniające
człowieka – lubię
Być człowiekiem wchłoniętym przez
upalne wieczory – lubię
Wracać wieczorem rowerem do siebie –
lubię
Jechać spontanicznie na drugą krawędź
miasta, prawie w środku nocy – lubię
Duszny zapach drewna w kościele –
lubię
Słońce, słońce, słońce – lubię,
lubię, lubię
Burzę w duszny prawie zmrok – lubię
Ciepły deszcz (byle nie za długo) –
lubię
Nie powiem, Panie Boże, czerwiec udał
Ci się pierwsza klasa!! Mój ulubiony. Głupio byłoby się rodzić
innym razem. Ni w pięć, ni w dziewięć. Tu jest w sam raz. W
dziewięć właśnie. Terminowo. Na szóstkę z plusem. Z
wszystkimi egzaminami ze wszystkich lat nawet – tu jest dobrze.
Miejsca swego ciągle szukam, ale czas
już mam – sam mnie znalazł...
I mogę wreszcie czytać te książki, na
które mam ochotę. I słuchać kiczowatych, niezobowiązujących
piosenek. I leżeć na trawie. I na spokojnie nie popadać w
bezczynność. Wydarzać się w swoim tempie. I cieszyć z rzeczy
prostych. („Bo skoro jem kanapkę, to dlaczego mam się nie
cieszyć, że jem kanapkę?”).
I nie obchodzi mnie, czy egzystencja
wyprzedza esencję, czy może na odwrót. Oddycham, więc jestem.
HEY, HEY – HOLYDAY !!
poniedziałek, 4 czerwca 2012
everything is the same cyrkiel. post factum trzecie.
Każdy dzień to jeden obrót. Od
pierwszego okrucha światła, jaki trafi pod powieki, po szczelne
zamknięcie tychże. I w pewnym sensie zawsze to samo. Jesz –
śpisz, śpisz – jesz, pijesz kawę bierzesz prysznic, czytasz,
idziesz, wracasz, czytasz, piszesz, pijesz kawę. W międzyczasie,
albo raczej w każdym czasie pod czaszką przegania się tysiąc
jeden myśli-drobiazgów i kilka potężnych czołgów-refleksji.
Rozpędzasz to dzikie stado w miarę możliwości, by żyć. Nie
myślisz jedynie, gdy odpłynie ci świadomość, co daje wyłącznie
stan snu (wszelkie inne „odloty” zdyskwalifikowałeś na
starcie). W sny z kolei lepiej się nie zagłębiać – stos
niedorzeczności, bzdur, albo jakieś męczące wizje, choć
niejednokrotnie bywało zabawnie, co przypomniane gwałtownie w samym
środku dnia, owocowało niespodziewanym wybuchem uśmiechu. Również
na nudnej i szarej ulicy. I takich obrotów 365 w skali roku. Zdaje
się, że lubię obroty czerwcowe, choć są dość obciążone
intelektualnie. Rekompensatą jest zalewające świat światło –
słońce spełnia swoje obowiązki po godzinach. I przed. Jest prawie
zawsze i to pomaga nie tylko na cerę. Proponuję przyznać słońcu
pokojową Nagrodę Nobla...
Tak, jak problemy globalne nie są
moimi problemami (Alpy egoizmu?), tak rok, miesiąc, ba, tydzień
nawet nie jest moją jednostką czasową. W takiej przestrzeni
zabijam się o echo, więc uroczyście ogłaszam, że jej nie uznaję.
Dziś jest dziś. Jem kanapkę i smakuje mi ten cholerny żółty ser
i jest okej. Jutro będzie jutro, jutro będę rozsmakowywać się w
pasztecie. Planowanie minimalne i konieczne – to jest godny sposób
na przetrwanie, gdy potykasz się o własne synapsy.
A poza tym, albo nie – przed tym,
znaczy przede wszystkim, każdy obrót, który masz już za sobą i
po którym z ulgą stwierdzasz, że żyjesz i że nie było tak źle,
zawdzięczasz Stwórcy. I na wypadek, gdyby On jednak miał możliwość
to przeczytać – DZIĘKUJĘ.
piątek, 1 czerwca 2012
has just begun
Życie jest dziwne. Dziwne jest życie. Jest dziwne życie. Jest życie dziwne.
Przez kratkę wentylacyjną wedrzeć się może nie tylko gotowana kapusta, czy żarzące się papierosy. Może też na przykład dezodorant męski. I nikt cię nie zapyta, czy lubisz to wąchać rano w łazience i w przedpokoju. Tak jak nikt cię nie zapyta o tyle innych rzeczy. Czasem to dobrze, gdy nikt nie pyta, bo ostatnią rzeczą, na jaką się ma ochotę, to odpowiadać. To takie krępujące, gdy musisz mówić. Wolisz myśleć po cichu i nikomu nic do tego. I obserwować i patrzeć pod nogi. A najbardziej spać, albo czytać, albo śpiewać w łazience. (I tańczyć pod prysznicem...) Może ten dezodorant to odpowiedź na twoje melodyjne wariacje. A może nie. Bo ostatnio właściwie jest cisza.
Życie jest dziwne. Życie dzieli się na maleńkie jednostki, by było dziwne, ale mniej. Dlaczego nie mogę się cieszyć tym, że piję właśnie kawę? Niech kawa trwa, a reszta... Pies gwizdał.
Kocham maj i czerwiec. Maj jest dziwny. Czerwiec... has just begun.
PS - Chciałabym (bardzo) poznać Opowiastki Z Miasteczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




