środa, 8 lutego 2012

damn

Nie idzie. Zupełnie nie. A przecież się staram... staram? 
Przynajmniej spotyka się fajnych ludzi w tych bibliotekach. Dawno niewidzianych. 
(Niewidziani ludzie, nie biblioteki). 
I  pośmiać się można. A humor mam czarny ostatnio.  
I spore zaległości. Towarzyskie. Bo z Tobą pewnie też umówiłam się na luty... 
  
Damn !

Wyłazić z łóżka trzeba, więc wyłażę, ale zapewniam, że będę zeń wypełzać chętniej, gdy świat za oknem się podgrzeje, nabierze barw i słońca. 
 

poniedziałek, 6 lutego 2012

no bez jaj

Dziś bez obrazków, ale za to możesz sobie tu, Szanowny Jegomościu, wyobrazić co Ci się żywnie podoba. Byle nie nazbyt inwazyjnie. 
***
Lubię poniedziałki, co nie zmienia faktu, że poniedziałek również może być tym dniem, kiedy przysłowiowy żółw musi dać komuś w przysłowiową mordę. 
***
Dawno nie byłam w kinie i czas najwyższy to zmienić. To chyba dobry moment, by zatopić się w czyjąś historię swobodnie i lekko, bez zobowiązań, zupełnie tak, jak to ma miejsce, gdy człowiek układa się do snu we własnym, ciepłym łóżku. Zadziwiające, że czasem nawet to miękkie, dopasowane legowisko, ostoja po całodniowym wszystkim potrafi uwierać. I nie wiadomo, co z sobą zrobić. I nie rozchodzi się już chyba o najzwyklejsze rozleniwienie. 
***
Pśwle. Tak czasem jest, że nic dodać, nic ująć, tylko PŚWLE.
***
Niedaleko po obejrzeniu "Jak zostać królem" otrzymałam od jednej z najbardziej mi przyjaznych na tym globie Istot, rozkosznie cudownego smsa o treści: Fuck, fuck, good luck! I jak tu nie kochać ludzi? Wyciągam ze swej pamięci te i inne smaczki w tym stylu, w chwilach, gdy przestaje mi się chcieć myśleć. Gdy już nawet w łóżku leży się bez sensu a rzeczywistość, wewnętrzność, zewnętrzność i cokolwiek gdziekolwiek ma jedną wspólną cechę o nazwie "nieznośność". Być kobietą jest rozkosznie nieznośnie. Ale być mężczyzną? ... No bez jaj... ;)
***
A właśnie, właśnie. Od mniej więcej tygodnia prowadzę ornitologiczne obserwacje. Zauważywszy na moim balkonie kupkę gałązek, na której non-stop przesiadywał gołąb, pomyślałam sobie: no bez jaj! Jak kocham żywe stworzenia, tak nie życzę sobie mieć u siebie współlokatorów w postaci gołębiej rodziny. Czy nie wystarczy, że całkiem jawnie oraz zupełnie bezkarnie i bezwstydnie ptaki te prokreują na moim parapecie? Wtem Głos Rozsądku przemówił do mnie znienacka: zwariowałaś chyba. On zapewne się grzeje na tych badylkach, a nie dogrzewa swoje potomstwo. Nie zapominaj, że mamy prawie 20 stopni mrozu... 20 stopni mrozu i dwa gołębie, które z maniackim uporem wysiadują na przemian swoje jaja w liczbie dwóch. Jest tak zimno, że już nawet zrobiło mi się ich żal. Jeżeli cokolwiek z tych jaj się wykluje, to naprawdę będzie cud. Podejrzewam jednak że to zdeterminowane rodzicielstwo, poświęcenie i oddanie wbrew parszywym warunkom,  nakierowane jest w tym momencie już tylko na dwie mrożonki w skorupkach. 
Nie lubię gołębi, ale mimo wszystko przyznać trzeba - świat jest okrutny. 
***
Możesz wpaść. I możesz z butelką wina.

wtorek, 31 stycznia 2012

przystanki, czyli wciąż czekając na...


 Zakładając, że na zewnątrz jest np minus 15 stopni oraz biorąc pod uwagę temperaturę wewnętrzną, amplituda u mnie dziś przekracza stopni 50 o jakieś dwa z połową. Nie mogę być teraz chora. Bo... nie mam na to czasu. Czy człowiek nie jest śmieszny z tym swoim odwiecznym "nie mam czasu", "nie teraz"? Czy to nie zabawne, jak często używa się tego zwrotu i to nawet wtedy, gdy nikt nie pyta? Modnym jest być niesamowicie zajętym, stuprocentowo zaangażowanym, oddanym sprawie, poświęconym etc. Tere-fere. Życie z rozmachem i na wysokich obrotach jest ciekawe. A jeszcze ciekawsze przystanki pomiędzy. I odkrywanie, jak dużo i jak mało zależy ode mnie.

Człowiek ma słabości tysiąc. I nie do końca jest to złe.

Zauroczył mnie Gotye. Np ten.  Człowiek potrafi być uzależniający. Wytwór ludzkiej fantazji, talentu, pomysłowości i zdolności również. Marzy mi się płyta Making Mirrors i po prostu ją sobie kupię przy najbliższej, w miarę sensownej okazji. 

Wbrew małym, nazwijmy to "wykolejeniom", ostatnio coraz częściej cieszę się, że żyję. Chyba na tych przystankach. Tych nierzeczywistych, bez mrozu i spóźnionych środków transportu, w małych odstępach pomiędzy piątym, a szóstym. (Nie, nie przykazaniem;)). 

I życzliwość człowieka. Taka... normalna. Nie, bo wymagają tego obyczaje, czy inna etykieta. To jest coś!
I dobra, mleczna kawa. I gorąca zupa z milionem warzyw. I kieliszek nalewki, od czasu do czasu, nie zaburzający ostrości widzenia. 

I ja. Zatopiona w to coś, szumnie określanego "życiem". Moje tutaj. Moje teraz. Jak jeden wielki przystanek.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

wawongwiju

Jest zimno tak, jak bywało milion razy, ale wciąż za mało w moim krótko-długim życiu, by się do tego przyzwyczaić. Trzęsę się każdą kością, ością, złością, bezsilnością. Z przebłyskami światła. Narzekam na mróz (staram się jak mogę, by marudzić do siebie). Patrzę. Za oknem autobusu, z wózkiem inwalidzkim siłuje się kobieta. Do przodu. Ulicą, bo chodnik w tym miejscu nie bardzo zdatny jest do takiego przemieszczania. Zimno. Cholernie zimno. (Co można ująć na dziesiątki bardziej dosadnych sposobów). Cieszę się, że mogę chodzić. Chociaż zimnica parszywa. 

Myśli zalegają we mnie niczym książki do obłożenia w Niejakich Bibliotekach. (Nie potrafiłam wydumać bardziej wyrafinowanego porównania). Zbierają się już prawie od miesiąca, nie znajdując głównego odpływu. Czas wid czasu przeciekają tu i ówdzie. Nie wtykam już palców w te i tamte wycieki. Niech wypełza to i śmo, którędy chce. Jest przynajmniej szansa, że nie trzaśnie całość nagle i z hukiem.

I nie wszystko jest tip-top. Perfekcyjne... niestety. A może to dobrze. 

Ogólnie albo mróz na mózg mi padł, albo atakuje mnie choroba, albo się starzeję. W najgorszym razie wszystkie trzy odpowiedzi są prawidłowe.

sobota, 7 stycznia 2012

kiedy jest, jak jest

Kiedy jest, jak jest. 
Kiedy śpisz, jesz, piszesz, strzelasz folią bąbelkową, piszesz, jesz, strzelasz fb, strzelasz fb,piszesz, jesz, śpisz, piszesz, śpisz, śpisz i tak na okrągło. 
Kiedy dobija się do ciebie milion myśli, witanych zdecydowanym: proszę przyjść za tydzień, teraz jestem zajęty. Kiedy zaczynasz zauważać, że lada moment ludzi też zaczniesz witać w ten sposób...

Może to dobrze, że nie ma czasu na refleksje, może wcale nie. Jest jak jest i tak już będzie przez całe życie - góra, dół, środek, stół. Na stole herbata. Mięta. Kawowarczna kawa.
Nawał wszystkiego w najbliższym czasie chyba nie pomaga w porządkowaniu, staramy się więc (ja i moje drugie ja - z takim życiem wewnętrznym nie można czuć się samotnie) w nieco okrojonych warunkach żyć po Bożemu.
Czy się udaje? 


A w moim domu nad światem, na uboczu, są właśnie takie widoki. W mojej głowie widok na następny weekend, o ile zdołam wspiąć się na palcach. Na wyżyny możliwości. O ile w ogóle.

Boże Drogi, jestem tutaj. Tutaj, na dole. I staram się starać chyba tak, jak mogę. 

czwartek, 5 stycznia 2012

mało mądrze

Nie da się inaczej - człowieka otaczają ludzie. (Ciągnie swój do swego, czy jak?) 
I ludzie - Mózgi. (Przeciwieństwa się przyciągają?...)
I ciągle się jest za głupim. Za mało mądrym (lepiej brzmi). 





niedziela, 1 stycznia 2012

raport noworoczny

Całkiem przyziemnie i zupełnie bez fajerwerków. No, chyba że można wystrzelić petardę w grunt, zamiast w powietrze, pozbawiając się tym samym gruntu pod nogami...


Z cyklu małe radości: mogę już legalnie cieszyć się ściennym kalendarzem! :) Na każdy miesiąc - jedna ikona. Swego czasu, nie wiem, czy wiem tak naprawdę, kiedy, oczarowała mnie duchowość i kultura wschodnia i tak już zostało, aż po dziś dzień, a pewnie i na dłużej. Zachód bez Wschodu byłby naprawdę ubogi. Cieszę się z Prawosławnych i z tego, że coś po Bizancjum zostało. Kiedyś, jak doczekam stosownej chwili, to napiszę o tym więcej.