sobota, 11 kwietnia 2015

To Jest Pan

Rozpoznać Zmartwychwstałego w swoim życiu. Móc z przekonaniem powiedzieć: „To Jest Pan!”.
Rozpoznać siebie w swoim życiu. Móc z przekonaniem, pokorą i życzliwą wyrozumiałością stwierdzić: „To jestem ja”. I spotkać siebie z Panem. Nie swoje wyobrażenie o Panu z własnym aktorstwem. Nie kreację ze spodziewaniem się, maskę z oczekiwaniem, tysiąc spraw z Najwyższym Urzędem Do Spraw Wszelakich, a szczególnie tych trudnych.


I pozwalasz sobie być, jakim dotąd nie byłeś, nie myśleć o tym, co zaprzątało ci głowę, nie zgrywać przed sobą gieroja, nie być uprzejmym za wszelką cenę, nie analizować, nie spinać się, nie bać na zapas, nie robić świętych min z okazji świętych Okoliczności. I przyznajesz, że twoje prywatne okoliczności nie zawsze są święte.

I pozwalasz sobie nie wiedzieć, jak jest dobrze. I pozwalasz przyznać, że nie jest idealnie. I że nie musi, bo nigdy nie będzie.

Tak, czy owak, Jest. Tak, czy owak, choć to mniej oczywiste - jestem. Tak, czy owak, cokolwiek myśli się i myśli ktokolwiek, moje jestem w Jego Jestem i dzięki Niemu. Całe i nieustannie. Dlatego mam być święty, bo powstałem ze Świętości. Jesteś przy mnie nawet, gdy się w Szeolu położę...  Bo istnieję tylko dlatego, że Ty Istniejesz i nigdy na odwrót. Bo gdybyś nie chciał, nie byłoby mnie teraz, wczoraj, w ogóle nigdy. Bo gdybyś nie podtrzymywał przy życiu, nie byłoby żadnego życia. Gdybyś go nie dał, nie powstałoby samo. Twoje dary są tak niepojęte i nie do ogarnięcia, że czasem czuję się jak pies, który jeśli dać mu książkę, to prędzej ją obwącha i zeżre, niż przeczyta.

środa, 25 marca 2015

hit

O. (do mnie): Moja koleżanka ma brata, który ma prawie tyle lat, co ty... Piętnaście!

Once upon a time...

niedziela, 22 marca 2015

OP - Oczekiwać, Prosić?

I czasem pojawia się też pytanie: a co, jeśli jesteś frajerem? A co, jeżeli chcesz za dużo, masz zbyt wielkie oczekiwania, chcesz wszystkiego, bo życie słuszne to życie z rozmachem, a co, jeżeli nie masz prawa chcieć i nie powinieneś oczekiwać niczego, a już na pewno nie tego, na czym zależy ci najbardziej. I na czym najbardziej? Denerwujące sytuacje, w których ludzie, tacy od relacji niby najbardziej prywatnych, na których chyba możesz liczyć, albo mogłeś, albo powinieneś móc (czy istnieje jeszcze jakiekolwiek "powinieneś", które nie jest tylko zwyczajnym i absurdalnym oczekiwaniem?) pozostawiają najbardziej ołowiane kwestie i pytania bez odpowiedzi, bez "tak, da się", bez "nie, nie da się", bez zwyczajnego "pomogę ci", albo "spróbuj tak i tak". Bez wiary, bez nadziei, bez motywacji, bez odzewu. Ile razy trzeba mówić o tym samym i pytać o to samo, by ktoś mógł powiedzieć ci, co zrobić? By ktoś w ogóle cokolwiek odpowiedział... A może nikt ci tego nie powie, tylko co to naprawdę oznacza... Albo sytuację beznadziejną, na którą najlepiej spuścić zasłonę milczenia, albo że ktoś na kogo naprawdę liczyłeś, ma to w nosie, lub nie widzi żadnego problemu i nie rozumie nic (co jest gorszym wariantem - że ma gdzieś, czy że jest ślepy?), albo jeszcze coś innego, że całe życie będziesz szukał odpowiedzi sam, choć sił ci nie wystarcza już od dawna i zaczynasz wątpić, czy kiedykolwiek ją znajdziesz. 

Oczekiwać? Bo co? Bo należy ci się? Bo może życie bez oczekiwań, to życie bez nadziei, czyli prawie nieżycie? 

Nie oczekiwać? Bo nikt nie jest po to, aby spełniać twoje oczekiwania, bo nie spełniasz ich ty sam, bo kiedy nie oczekujesz, to przynajmniej się nie zawiedziesz, gdy się nie spełni? 

Prosić? A co, jeżeli Twoja prośba nie zostanie wysłuchana, to znaczy spełniona i poczujesz się gorzko rozczarowany? Czy w ogóle masz prawo prosić o rzeczy, które przekraczają ciebie i innych, obiektywne możliwości i tak dalej? Czy masz prawo prosić o coś, na co nie zasługujesz, co wcale nie należy ci się, jak psu buda, nawet, jeżeli bardzo pragniesz? Czy masz prawo prosić o coś, o co przecież nie masz prawa prosić? Jak wielkie trzeba mieć zaufanie i wiarę, by Bóg nieograniczony twoim wyobrażeniem mógł stanąć na wysokości zadania i prośbę spełnić? A co, jeżeli On z jakichś Sobie znanych i słusznych przyczyn spełnić jej wcale nie chce? Proszenie o rzeczy po ludzku niemożliwe są aktem wiary, szaleństwa, czy zwyczajnym nietaktem? 

A co ze ślepymi? 
Z kobietą cierpiącą na krwotok?
Z córką Jaira?
Z Łazarzem?
Ze sługą Setnika? 
Z paralitykiem? 

Boisz się ludzi, którzy wierzą, bo sam nie dorastasz do ich wiary. Boisz się też tych, którzy nie wierzą, albo nawet bardziej tych, którzy niby wierzą,  ale są sceptyczni, bo oni gaszą w tobie wszelkie zapędy do wiary. Denerwują cię jedni i drudzy. Boisz się wierzyć z rozmachem (że się nie spełni, a ty sam okażesz się zwyczajnie naiwny) i boisz się być sceptycznym (to w niczym nie pomaga, czasem tylko pomaga zachować twarz - pytanie: jaką twarz?...).  

I tu nie chodzi o wiarę w Boga. To (Bóg Jeden wie, dlaczego) masz. Tu chodzi o wiarę we Wszechmogącego. O wielką obawę, że Jego wszechmoc nie zgodzi się na to, czego pragniesz i będzie ci bardzo przykro. A przecież prosić i ufać nie oznacza szantażować rozgoryczeniem, które nastąpi, jeśli się nie stanie.  


piątek, 20 marca 2015

Przypadkiem, na całkiem innym blogu, znalazłam przyczynę wielu niepodjętych wyzwań, marzeń nie dążących do spełnienia oraz porzuconych nadziei. (Tutaj). W sytuacji wskazanej trochę się cykanie chyba bardziej, niż na miejscu. W tysiącu innych sytuacji jak najbardziej wskazane nie. 
I to wciąż tylko jeden z aspektów. 

Podziwiam ludzi i nie wiem, co dalej.

środa, 4 marca 2015

dziękczynienie

Czasem tak jest, że nie wiadomo, co skąd. Co z własnego serca, z własnej głowy, a co Skądś Bardziej, a co jeszcze skądinąd. I że życie przypomina bardzo niepłynną jazdę samochodem – dodawanie gazu, gwałtowne hamowanie, nerwowe zrywy. Chwila wytchnienia. Przychodzi moment, gdy już coś się zmienia i jeszcze zmienić się nie może i nie chce. I nie wiadomo, czy to dobrze, czy źle. I co dobrze, a co źle. Gdy nowe, dziwne i nieznane jest albo strzałem w dziesiątkę, albo kolejnym szaleństwem stanowiącym realne zagrożenie. Albo jednym i drugim. Albo nawet nie strzałem, bo na ile to ja strzelam, a na ile sam zostałem zestrzelony... Przychodzi moment gdy nie wiesz, gdy wybiegasz naprzód, by później się cofnąć, albo zastygnąć w niemocy, w ufności może. I żadne słowo nie jest odpowiednie, żadna myśl nie jest podsumowująca, no po prostu nic, choć tyle dobrego Tobie zawdzięczam, TYLE! I cieszą rzeczy proste – słońce i wiatr, niebo w kałużach, muzyka, kilka bardzo dobrych miejsc i jeszcze więcej bardzo dobrych ludzi, choć z tymi to akurat ostrożnie ostatnio, bo z nimi tak samo, jak z życiem – biegniesz do, by potem móc się wycofać i pozostać dalej, niż na wyciągnięcie ręki, bo bezpieczniej jakoś tak na odległość. I czujesz, że zawsze pozostaniesz trochę dziki, że nie dasz się oswoić, posadzić na wybiegu, karmić i głaskać. Tyle dobrego... I Paweł zdobyty i ja wystraszony, że nie wiem, ani co, ani jak, ani już nawet łbem w ścianę walić się nie chce, choć może to byłoby akurat najpiękniej i najbardziej słusznie.  

Dziękczynienie. Trudne i oczywiste. Gdzie ja, gdzie Ty, gdzie moje życie i dlaczego czasem mam wrażenie, że to trzy, oderwane od siebie rzeczywistości i że jestem jak mokre mydło - wyślizguję się Tobie z rąk... Boję się tego, co obce. 

wtorek, 24 lutego 2015

A Jezus tymczasem milczał. (...)
A milczenie Jego było powtórzeniem milczenia, które panowało przed początkiem świata, zanim niebo i ziemia powstały, zanim El Szaddaj, Wszechpotężny, powołał do życia człowieka, było szukaniem i wypatrywaniem sposobnego czasu, szukaniem nieszukającym, wypatrywaniem niewypatrującym, gdyż to, co nam się wydaje Bożym szukaniem i wypatrywaniem, jest tylko odgłosem i pomrukiem spraw nigdy przez Elohim nie zagubionych i zawsze przez Niego widzianych, i będących zawsze na czasie poza wszelkim czasem. (...)
Jezus milczał.

Roman Brandstaetter, Jezus z Nazarethu

czwartek, 19 lutego 2015

pozdrowienia z progu

Gdybym Tobie ufał, ale tak naprawdę, być może już dawno byłbym święty.

Może Wielki Post jest po to, żeby modlić się o głód. Żeby pragnąć głodu. Bo jeśli nie ma głodu, nie pragnie się nasycenia. A czy wszystko nie będzie całkowicie bez sensu, jeżeli nie zostanę nasycony Tobą? I czy mogę zostać nasycony Tobą, jeżeli całym sobą tego nie zapragnę? Bez reszty. Bez: to jest moje, nie oddam.

Post długo, choć nie wiem, czy świadomie, kojarzył mi się z takim trochę niewygodnym i uwierającym, ale oczekiwanym (przez kogo – Boga? Kościół? Innych ludzi?) wyrzeczeniem się tego, czy tamtego. Bo tak trzeba. Bardzo powoli wdziera się w to – iście pogańskie – myślenie myśl nowa, choć przecież tak zdumiewająco oczywista, że aż zawstydzająca, a mianowicie, że istotą całego tego czasu jest spotkanie z Bogiem (baranie!).

Pustynia – tam z Jezusem jest Duch, za to nie ma wielu bodźców, które są nieodłączną częścią codzienności niepustynnej. Dlatego Wielki Post aż sam się prosi by z czegoś zrezygnować, by zadbać o ciszę, o przestrzeń, o czas, o pustkę wreszcie niezapchaną. By usłyszeć głód, który noszę w sobie. Stojąc na progu Postu, w stanie dalekim od pożądanego, myślę, że może po raz pierwszy w życiu nie będzie to czas bezmyślnie roztrwoniony na niczym. Może wreszcie Bóg ma szansę stać się Kimś Najprawdziwszym w moim konkretnym, niepojętym życiu?

Jak bardzo zmienia się perspektywa i całe rozumowanie, kiedy z bujania w tych, czy innych obłokach, coś zrzuca cię na dół i zaczynasz dostrzegać, że Bóg nie jest w pierwszej kolejności Panem twojej bujnej fantazji (choć to też), ale przede wszystkim życia – tego całkowicie prostego, namacalnego, codziennego, niekoniecznie łatwego, czasem nudnego i monotonnego i tego wszystkiego od czego uciekasz, z czym się nie mierzysz, czego unikasz i w obliczu czego przyjmujesz postawę strusia. Tego przede wszystkim. Jest, bo wszystko jest Jego i nie jest, bo do niczego nie dajesz Mu dostępu, nigdzie Go nie zapraszasz.

Tak, tak, Panie Boże – wszystko dobrze, dziękuję, pozdrawiam. Do usłyszenia. (Jakby On był wiecznym oczekiwaniem takich właśnie odpowiedzi). 
Nie, nie, Panie Boże – może wcale nie wszystko i przecież wiesz, że mam kilka kont z Tobą zupełnie niewspólnych, jakbym się bał, że wypłacisz wszystkie moje oszczędności, które istnieją tylko i wyłącznie dzięki temu, że Ty na to pozwalasz.


Boże tak bardzo konkretny, bardziej niż cała materia świata, broń mnie przed własną logiką zupełnie pozbawioną mądrości.